wtorek, 9 kwietnia 2013

O zazdrości

-Siedem lat po moim ślubie z Andżelą zakochałem się w innej. Z Andżą to nigdy nie była wielka miłość, oboje wiedzieliśmy od początku, że po prostu już czas. Jesteśmy zgodnym małżeństwem, mamy wspólny swiatopogląd i po prostu wygodnie nam ze sobą. Więcej mi nie potrzeba, myślałem, ale tak jakoś jest z ludźmi, że w życiu potrzebują też trochę pasji, nie tylko stabilizacji - Alex, pięćdziesięcioletni reżyser z urokiem i siwizną Seanna Connerego, absolutnie nie wyglądał na człowieka ulegającego emocjom. Profesjonalista. Lojalny. Gdy powolutku zapalił papierosa w tej kawiarni w której się zakolegowaliśmy (wtedy jeszcze paliło się w kawiarniach, a ja miałem kolegów) i olał trzy uśmiechy kelnerek, niespiesznie opowiedział mi jak zazdrość uratowała jego małżeństwo.

- Gdy poznałem Weronikę zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Przez rok nie mogłem się zdecydować czy pozwolić namiętności się porwać, czy być wiernym żonie. Schudłem wtedy 15 kilo, tamtego roku, w dziewięćdziesiątym piątym. Wiedziałem, że jeżeli prześpię się z Weroniką opuszczę żonę. Trwało to, aż pewnego dnia zobaczyłem Andżelę flirtującą z malarzem, znajomym naszych znajomych. Wtedy już dobrze zarabiałem i mogliśmy sobie pozwolić na kontakty z artystami, których lubiliśmy. A skoro ja mogłem się zakochać, mogła też ona. I wtedy przyszła. Pierwszy raz poczułem zazdrość o Andżelę. Żółtą złość. Wiedziałem już, że pomimo iż nie zaczęliśmy od wielkich emocji, zawsze będę ją kochał i jest moim wyborem. Poczułem, że gdybym ją stracił wszystko było by bez sensu. Pojechaliśmy wtedy na 3 miesiące na drugi miesiąc miodowy i praktycznie nie wychodziliśmy z łózka. Zupełnie inaczej niż na początku, kiedy się siebie wstydziliśmy. Poczęliśmy też Michała. To by się  nie stało, gdybym się nie zakochał w Weronice i nie uświadomił, że Andżela też tego potrzebuje. Dokonałem wyboru. Trafnego.

__________________________________________________________________

Nie wiem co robić - rzekł do mnie redaktor na swojej imprezie -  To są moje czterdzieste drugie urodziny, a czuję się równie bezradnie, jak wtedy gdy miałem dwadzieścia dwa i pierwszy raz się zakochałem bez pamięci. Bezradny. Wylękniony. To nawet było obok, w tym modnym teraz barze, tylko że wtedy to był bar mleczny. Ustrój się zmienił, sentyment pozostał. Lubiłem ten bar, bo bez względu na czasy, obsługa tutaj jest ludzka. Wciąż pamiętam jej zapach tamtego lipcowego dnia, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem i postanowiłem, że zostanie moją żoną. Pachniała słońcem i życiem, którego bardzo mi brakowało. Byłem wtedy młodym dziennikarzem, który przybył z głębokiej wsi i życie towarzyskie ograniczałem do minimum, bo musiałem harować. Wyrwała mnie z tej stagnacji. Nie było takiej możliwości, żebym jej nie pokochał.  Kochaliśmy się wtedy codziennie, wciąż spragnieni swoich ciał. Później, gdy małżeństwo zaczynało być podtruwane, czasami wracałem do tych wspomnień aby z nich czerpać i przeczekać. Czym podtruwane?  

Widzisz, żona jest przebojową, otwarta kobieta. Na zewnątrz, na pokaz. W środku musi się strasznie bać, bo niedługo po ślubie zaczęły się awanturki. Niby naturalnie, z czasem, moi przyjaciele jakoś się oddalali. Gdy sam urządziłem swój gabinet, bo nie cierpię tych poukładanych przez żoneczki, przez parę tygodni się boczyła. Każdy współpracownik, z którym spędzałem trochę więcej czasu stawał się obiektem zazdrości. Krytykowała nawet panią Gienię, moją sekretarkę, która jest cudownym, lojalnym pracownikiem, ale o byciu chociaż niebrzydką kobieta nigdy nie miała co myśleć. Często miałem wrażenie, że żona chce być w każdym aspekcie mojego życia, a gdy się nie zgadzałem, to były awantury. Nie zrozum mnie źle, bywało tez dobrze, była moją powierniczką i przyjaciółką, ale w końcu nie wytrzymałem, skoro wiecznie byłem oskarżany o zdradę to równie dobrze mogłem naprawdę zdradzać. I tak zaczęliśmy się karać na wzajem. Dziś? Od pięciu lat w separacji, tak jest wygodnie. Ja mam kogoś, ona ma kogoś. Wciąż ją kocham, ale nie potrafię tak żyć, wiecznie w cieniu zawiści. Dlaczego jestem zagubiony? Dostałem prezent od żony. Papiery rozwodowe...


fotka: blog oczojebny





3 komentarze:

  1. strasznie tu dziś poważnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Układni mężowie zazdrosnych żon wklejeni w ich pantofel są projekcją własnej nudy zmieszanej z nadwyżką progesteronu wyssanego z piersi ich nadopiekuńczych mam. Prawda jest taka, że te zazdrośnice, ich żoncie, gotowe są wyłupać oczy za choćby gram testosteronu i przy najbliższej okazji prysną z hydraulikiem;) pozdro!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...